SIP Scootershop Vespa Road Trip 2013
Przejażdżka w stylu bohemy
Vespakult inspiruje i łączy ludzi nie tylko w Europie, ale i na całym świecie. Nie ma co do tego wątpliwości. Niektórzy Vespisti posuwają się do ekstremum... wsiadają do samolotu w Azji i lecą przez pół świata tylko po to, aby towarzyszyć eskadrze SIP Scootershop w ich imponującej i z pewnością nieco szalonej podróży.
Zmotywowani rozpoczęliśmy podróż w łagodnych temperaturach w Landsberg am Lech. Pojechaliśmy autostradą obok Jeziora Bodeńskiego w kierunku Chur, przez Oberalp i przełęcz Furka w deszczu i zakończyliśmy w Münster w Szwajcarii. Młody pies - w swoim boskim nastroju do zabawy - nagle wskoczył na drogę na ciasnym zakręcie. Nieudany manewr unikowy spowodował upadek jednego z naszych skuterzystów. Wstrząs wciąż tkwił głęboko w jego kościach, ale na szczęście pozostały one nieuszkodzone i po wizycie w kabinie rentgenowskiej można było kontynuować podróż pomimo posiniaczonej stopy i drobnych obrażeń. Dopóki nie dotarliśmy do małej górskiej chatki na wysokości 1700 metrów nad poziomem morza, która zaoferowała nam schronienie. Nawiasem mówiąc, miłośnicy zwierząt również mogą odetchnąć z ulgą: pies pozostał nietknięty.
Następny poranek zaskoczył nas wspaniałym widokiem na dolinę, która pozostała przed nami ukryta podczas nocnej podróży. Świeżo odświeżeni udaliśmy się do Rocco's Vespastore w Martigny. W czasie, gdy usuwano tam ostatnie bóle powypadkowego pojazdu, mogliśmy odwiedzić nowe muzeum Vespy Rocco, w którym zaprezentował on modele niemal wszystkich serii, jakie kiedykolwiek wyprodukowano w Lakierze. Szaleństwo http://www.vespastore.ch/
Mont Blanc pozostał przed nami ukryty z powodu mgły, ale kontynuowaliśmy jazdę przez olimpijskie miasto Albertville. Są tam cudowne wyboje, które wytrząsają niewinne Kapturki świecy zapłonowej z ich Mocowań i powodują, że łamią się w środku jak pieczywo chrupkie. Autostrady są najfajniejsze przy 40° i jedziemy w Spodnie, T-Shirt i klapki przez Grenoble do naszego celu. Nadal nie jesteśmy pewni, czy to nasza bardzo wrażliwa odzież ochronna, czy też groźna formacja eskadry, wywołała czasami gwałtowne emocje naszych znajomych z ciężarówek i samochodów osobowych, od pikowania po trąbienie i wiwaty.
Zostawiając za sobą autostradę, podążyliśmy śladami Tour de France do Mormoiron. Na spotkanie Scooter Club de Sud Est i do posiadłości naszego przyjaciela Henry'ego, położonej w środku winnicy, który przyjął nas bardzo gościnnie, tak jak podczas naszej ostatniej wizyty. Vive le President!
Następne dwa dni były relaksujące. Wzięliśmy udział w udanym spotkaniu, wybraliśmy się na lokalną przejażdżkę, podziwialiśmy umiejętności Nicoli "l'Impennatore" Campobasso i relaksowaliśmy się przy basenie. Oczywiście nie mogło zabraknąć obowiązkowej degustacji wina w Tonton, którego skosztowaliśmy mnóstwo, ale z rozwagą.
Decyzja, aby nie kontynuować wycieczki do Nicei, ale wybrać nieco dłuższą trasę na Lazurowe Wybrzeże (a dokładniej do Marsylii), była spontaniczna. Kawa w spokojnym porcie, dalej do Cassis. Nurkowanie w morzu, dalej do La Ciotat. Kolacja pod najlepszym adresem. Ostatni punkt programu i nocleg byłby pewnie nieco mniej przyjemny, gdyby nie przypadek i niezwykła gościnność Francuzów. Vespa łączy, więc Arnaud, szkutnik i windsurfer, którego poznaliśmy na spotkaniu w Mormoiron, i jego żona zaoferowali nam swój dom jako bazę na noc. Merci beaucoup, Arnaud!
Następnego dnia mieliśmy kontynuować podróż do Genui przez Cannes, Niceę i San Remo. Niestety dotarliśmy tylko do Menton. Pierścień uszczelniający wału poluzował się i nie tylko powodował, że z silnika PX wydobywało się fałszywe powietrze, ale także zużył siedzenie w obudowie silnika do tego stopnia, że początkowo wydawało się niemożliwe naprawienie problemu. Mimo to odważyliśmy się przeprowadzić operację. Szlifowaliśmy, kleiliśmy, modliliśmy się i... po zaledwie trzech godzinach udało nam się przywrócić pojazd na drogę do San Remo, gdzie spędziliśmy noc.
Wiejska droga poprowadziła nas przez Genuę w kierunku Piacenzy i wzdłuż jeziora Garda, gdzie wczesnym wieczorem wylądowaliśmy w Speck Stube niedaleko Malcesine i wznieśliśmy toast za udany dzień w Winds Bar. Reszta trasy była rutynowa. Nie kontynuowaliśmy jazdy autostradą A22 przez Trydent do Bolzano, ale wybraliśmy polecaną trasę przez Penser Joch do Sterzing. Stamtąd - w deszczu - przez Innsbruck, Zirler Berg i Garmisch-Partenkirchen z powrotem do siedziby SIP Scootershop w Landsberg am Lech, gdzie silniki w końcu zamilkły.
Na pytanie, dlaczego ludzie to robią, podróżując 2600 km w 7 dni na 30-letnich skrzyniach przez południową Francję i północne Włochy, przychodzi mi do głowy tylko jedno kontrpytanie i odpowiedź:
Dlaczego ludzie wyskakują z samolotów wisząc na małych spadochronach? Bo myślą, że to fajne!
Jazda na Vespie łączy ludzi. Na całym świecie są ludzie, którzy żyją mitem Vespy i zdajemy sobie sprawę, jak łatwo jest znaleźć wszędzie podobnie myślących ludzi. Niezależnie od tego, czy jesteś kierowcą wyścigowym, czy nostalgicznym, codziennym użytkownikiem czy zwykłym właścicielem, wszyscy kochamy te osy wykonane z Blachy.
Keep on rollin'
Christian Seidl, SIP Scootershop.
O tak, pisząc te słowa otrzymaliśmy gorzką wiadomość: rzekomo stłuczona stopa okazała się skomplikowanym złamaniem odłamka. Natychmiastowa operacja, 6 tygodni w gipsie, 6 miesięcy rehabilitacji. Nigdy nie wróciłby do domu pociągiem!
