Wybierz typ skutera
Wybierz producenta
Wybierz model

Przygoda z Lambrettą

Stworzony przez Dietrich Limper o 13:11 w dniu 20 czerwca 2025

W maju ubiegłego roku Jordan Lewis udał się z Wysp Brytyjskich do Barnstorf w Dolnej Saksonii wraz ze swoją partnerką Lydią, ich przyjaciółmi Emily i Samem oraz dwoma mocno obładowanymi Lambrettami, aby wziąć udział w rocznicy Tortured Maniacs Scooter Club. Spisał i sfotografował swoje doświadczenia i udostępnił je nam. Wielkie dzięki Jordan!


W umysłach niewtajemniczonych musisz być "Torturowanym Maniakiem", aby chcieć podróżować po Europie na skuterach z lat 60-tych. Ale my, którzy rozumiemy wolność, pasję i koleżeństwo, widzimy to zupełnie inaczej ... Cieszymy się przygodą. Oto historia czterech Brytyjczyków, którzy objechali Niemcy na dwóch skuterach Lambretta w ramach rajdu z okazji 35-lecia Tortured Maniacs.

bourtange-3
Wyruszamy na przygodę: Emily, Jordan, Lydia i Sam
hull-ferry-1
Najlepsza pogoda na promie w Osłona

Plan gotowy

Po wzięciu udziału w rajdzie klubowym Czerwonych Beretów w poprzednim roku, nasza grupa była chętna na kolejną podróż do Europy. Wspomniano o zlocie Tortured Maniacs i z niecierpliwością przygotowywano plany. Tym razem chcieliśmy zobaczyć więcej kontynentu i doświadczyć niemieckiej kultury. Plan był prosty: popłyniemy promem z Osłony do Rotterdamu i przez "Afsluitdijk" dotrzemy do niemieckiej granicy, a pierwszego dnia do Oldenburga. Następnego dnia kolejny prom, tym razem przez Łabę, zabierze nas do Hamburga. Z Hamburga planowaliśmy pojechać do Barnstorf na zlot Tortured Maniacs, spędzić noc w Düsseldorfie, a następnie wrócić promem do domu.

W pięknym słońcu Lydia i ja przetoczyliśmy się przez Góry Pennińskie w naszych przeładowanych Golden Specials, aby spotkać się z Samem i Emily w Dewsbury. Tutaj zebrała się grupa i przygoda mogła się wreszcie rozpocząć!

djik-panorama
Bez słów

Z Osłony do Oldenburga

Przeprawa do Hull i naszego pierwszego celu, Rotterdamu, przebiegła gładko (wybaczcie kalambur) na nocnym promie. Ponieważ pierwszego dnia chcieliśmy pokonać około 280 mil, zdecydowaliśmy się pojechać holenderskimi autostradami, aby jak najszybciej dotrzeć do "Afsluitdijk". Chociaż nie była to najbardziej bezpośrednia trasa do Oldenburga, oferowała spektakularne wrażenia z jazdy, które były warte dodatkowych kilometrów. Przez ponad 32 kilometry po lewej stronie mieliśmy Morze Wattowe, a po prawej IJsselmeer. Gdyby nie trawiaste nasypy, mielibyśmy wrażenie, że jedziemy nad wodą! Następnie zdecydowaliśmy się zjechać z autostrad i zamienić prędkość na widoki holenderskiej wsi. Było warto, ponieważ zostaliśmy nagrodzeni wycieczką wzdłuż kanałów z imponującymi stoczniami i przerwą w pięknej gwiezdnej fortecy Bourtange. Po naszych turystycznych eskapadach musieliśmy wrócić na drogę i pokonać ostatnie 100 kilometrów bez incydentów, ponieważ Zegarek tykał, a słońce było już nisko na niebie ...

Zawsze w takich chwilach zdarzają się niespodzianki - zwykle te najgorsze - i tak się złożyło, że mój skuter zepsuł się około 50 kilometrów od Oldenburga. Na wiejskiej ścieżce rowerowej w północnych Niemczech zdezorientowani mieszkańcy byli świadkami wymiany tłoka w czasie, który byłby powodem do dumy dla zespołu Formuły 1. Zwykle nie wożę ze sobą zapasowego tłoka, ale na szczęście, gdy pakowałem narzędzia i części zamienne, miałem coś schowanego w mojej torbie... Robiło się już naprawdę późno, ale na szczęście Special ruszył przy drugim kopnięciu i mogliśmy kontynuować! Robiliśmy duże postępy i mieliśmy wrażenie, że Oldenburg jest w naszym zasięgu. Ale bogowie drogi mieli dla nas kolejne wyzwanie... Tym razem w postaci poważnego zamknięcia drogi. Podczas gdy samochody przed nami czekały na zewnątrz swoich pojazdów, my studiowaliśmy mapę i szukaliśmy alternatywnych tras, ponieważ podejrzewaliśmy, że wypadek przed nami nie zostanie tak szybko rozwiązany. Kontynuowaliśmy jazdę wzdłuż kanałów, a alternatywa wydawała się prosta: przedostać się na drugą stronę, gdzie alternatywna droga biegła dokładnie równolegle. Niestety, łatwiej było to powiedzieć niż zrobić - następna przeprawa przez kanał była dalej niż wskazywała mapa, a droga była miejscami niewiele więcej niż szutrową ścieżką! Oczywiście, po 12 godzinach w siodełku, zmianie tłoka i kilku przerywnikach off-roadowych, był już Zegarek 21:00, kiedy dotarliśmy do Oldenburga.

brielle-2
Stare budynki ...
fb-img-1749153699020-2
... i stare skutery

Poznaj Hamburg

Podróż do Hamburga następnego dnia była znacznie spokojniejsza. Poczyniliśmy spore postępy i przeprawiliśmy się malowniczym promem przez Łabę. W pełni załadowane skutery były źródłem rozrywki dla innych motocyklistów również podróżujących promem, zwłaszcza gdy zauważyli brytyjskie tablice rejestracyjne! Na szczęście dotarliśmy do Hamburga o znacznie bardziej cywilizowanej porze, więc mogliśmy zameldować się w naszym hotelu i zaparkować skutery na strzeżonym parkingu podziemnym. Zostało to uprzejmie zorganizowane przez Maxa, lokalnego skuterzystę, który miał być również naszym gospodarzem podczas wieczornych uroczystości... Zanim odwiedziliśmy kilka barów, mieliśmy czas na wypatrzenie klasycznych Vesp w mieście i wizytę w sklepie klubowym St Pauli. Następnego wieczoru czekały na nas wrażenia związane z poszerzaniem horyzontu wokół Reeperbahn... Nadszedł piątkowy poranek, a wraz z nim ostatni etap naszej podróży do miejsca docelowego zlotu skuterów Tortured Manics.

Dwójka stała się trójką, gdy Max i jego radykalna Vespa dołączyli do grupy w ostatnim sprincie do mety. Trzy skutery przedarły się przez zatłoczone ulice Hamburga i przejechały przez spektakularny most Kohlbrand z zapierającym dech w piersiach widokiem na miasto. Gdy drogi się otwierały, a jazda stawała się coraz przyjemniejsza, trzeba było naprawić mały problem z linką sprzęgła w Li Sama. Po kilku kreatywnych naprawach okablowania, ostatnie 50 kilometrów było szczególnie satysfakcjonujące: długie proste przeplatały się z przyjemnymi krętymi odcinkami. Kiedy zatrzymaliśmy się przy wejściu na teren obiektu, aby zrobić obowiązkowe zdjęcie, natychmiast powitała nas znajoma, przyjazna twarz Charliego (którego spotkaliśmy w Czerwonych Beretach). Zawsze jestem pod wrażeniem znajomości, które można nawiązać dzięki naszemu niszowemu hobby.

img-20250518-011020666-hdr-ae
Czas na imprezę!
made-it
Jesteśmy tutaj!

Rocznica i Düsseldorf

Po rozbiciu namiotów i rozpakowaniu toreb przyszedł czas na kilka dni odpoczynku (jeśli można to tak nazwać). Weekend oferował wszystko, co składa się na niezapomniane spotkanie skuterów! Przejażdżki pociągiem, fajne gry i długie noce. Czego chcieć więcej? Pośród zgiełku i śmiechu udało się zamknąć nowe przyjaźnie i wzmocnić te istniejące. Chociaż łączy nas wspólna pasja do maszyn, to ludzie sprawiają, że wracamy. Po przejechaniu ponad 1000 km na zlot otrzymaliśmy puchar za najdłuższą podróż, a Max zdobył puchar za drugą najlepszą Vespę. Również wielki zaszczyt? Pozostawię to do rozstrzygnięcia czytelnikom.

Gdy zbliżała się niedziela, 250-kilometrowa podróż do Düsseldorfu nie wydawała się już tak atrakcyjna, jak podróż na zlot... Nasi nowo poznani przyjaciele Steve i Kotwica uprzejmie zaoferowali, że zabiorą nasze bagaże do swojego samochodu i znajdą nam bezpieczne miejsce parkingowe dla skuterów w centrum miasta. Kolejny świetny przykład solidarności w społeczności skuterów. Z lżejszym bagażem podróż przebiegła na szczęście bez zakłóceń i dotarliśmy do Düsseldorfu na czas. Po bezpiecznym zaparkowaniu skuterów Steve i Kotwica zabrali nas do uroczej tradycyjnej niemieckiej restauracji na bardzo potrzebny posiłek. Następnie Steve zabrał nas na wycieczkę po mieście, w tym Altbier i Killepitsch!

Następny poranek oznaczał niestety nasz ostatni dzień na kontynencie. Wyciągnęliśmy nasze skutery z garażu i już mieliśmy ruszać, kiedy zdałem sobie sprawę, że rozrusznik nożny nie działa prawidłowo. Nie jest to dokładnie to, czego chcesz, gdy wieczorem musisz wsiąść na prom! Coś było nie tak i nie chciałem ryzykować, dopóki problem nie zostanie naprawiony. Zdjęliśmy osłonę łańcucha i zabraliśmy się do pracy. Chociaż pracowaliśmy szybko, byliśmy bardziej zrezygnowani niż podekscytowani zbliżającą się wymianą tłoka. Po wejściu do środka zdaliśmy sobie sprawę z problemu: Napinacz łańcucha poluzował się, powodując trzepotanie łańcucha przy rozruchu nożnym. Gdyby nie Steve i Kotwica, mógłby to być prawdziwy problem. Jednak po szybkim telefonie do Steve'a mieliśmy olej niezbędny do naprawy - dzięki Bogu!

ont-run
W drodze 1
stacja benzynowa
W drodze 2

Podróż do domu

Naprawa spowodowała, że spóźniliśmy się znacznie, ale na szczęście prom zamykany jest dopiero około godziny 19:00. Nie chcąc ryzykować, przyspieszyliśmy autostradą do malowniczego miasteczka Brielle, zaledwie rzut kamieniem od terminalu promowego. Tutaj zrelaksowaliśmy się i zjedliśmy lunch, wspominając tygodniowe przygody. Oznaczało to jednak również, że musieliśmy pożegnać się z kontynentem. Nie na zawsze, ponieważ bez wątpienia wrócimy, ale był to koniec naszej ostatniej odysei.

Tutaj znajdziesz wszystko, czego potrzebujesz do podróży na Vespie lub Lambretcie.

img-20250516-200848394-hdr-ae
img-20250516-201318266-hdr-ae
Dietrich Limper

Dietrich Limper pracuje jako redaktor w SIP Scootershop, a także pisze dla lokalnych i krajowych publikacji. Kiedy nie zajmuje się geocachingiem, lubi wspominać mistrzostwa Niemiec Bayeru Leverkusen.

×