Spotkanie skuterowe Stockach 2022
Czy trzeba wspominać, że ta popularna impreza musiała zostać odwołana w ostatnich dwóch latach z powodu pandemii? Pewnie nie, bo tak było wszędzie. Oczekiwanie było jednak tym większe, gdy w kwietniu tego roku pojawiła się informacja, że Lakescooters SC w końcu zaprasza ponownie do udziału w przyspieszonym wyścigu na ćwierć mili w ramach "Mistrzostw Niemieckich Skuterów Blaszanych" (DBM). Zawodnicy SIP André, Jesco i Nico nie musieli się długo zastanawiać: nie przegapią tradycyjnego spotkania skuterów i otwarcia sezonu DBM.
04 czerwca wyruszyli nad Jezioro Bodeńskie, a dokładniej: do Wahlwies koło Stockach. Mimo że impreza była o jeden dzień krótsza niż zwykle, kolarze mogli przyjechać już w sobotę wieczorem, aby załatwić wszystkie logistyczne i organizacyjne potrzeby. A ponieważ na niedzielę 5 czerwca zaplanowano napięty program, poszli spać wcześnie i w miarę trzeźwo.
Po porannym, obowiązkowym spotkaniu kierowców, można było przystąpić do treningów i kwalifikacji. DBM wprowadził w tym roku kilka zmian, aby uatrakcyjnić i urozmaicić: W kwalifikacjach każdy może teraz jeździć tak często jak chce. W końcu liczy się po prostu najlepszy czas osiągnięty na "ćwierć mili" (150 m). Różne klasy mogą też dowolnie rywalizować ze sobą, co zwiększa atrakcyjność dla widzów. Nico, który aktywnie działa w komisji DBM, wyjaśnia: "W przeszłości zdarzało się, że ktoś nie miał prawie żadnego czasu na torze z powodu problemów technicznych. Niektórzy kierowcy przejechali setki kilometrów, a następnie spędzili na torze 20 sekund. To już się skończyło. Kwalifikacje są teraz znacznie ciekawsze, trwają znacznie dłużej, a na koniec tylko pierwsza czwórka ściga się o zwycięstwo w swojej klasie."
Próba odwagi w deszczu

Trudno powiedzieć, co o nowych przepisach myślą bogowie pogody, ale otworzył on swoje bramy powodziowe w samą porę, dzięki czemu kwalifikacje w strefie przemysłowej Singen stały się dla około 30 startujących również testem odwagi, którego nie wszyscy się podjęli. Przez wiele godzin lało jak deszcz. Phillipe Mittelberger z Bregenz jako jedyny złamał w deszczu granicę 7 sekund: 6,9! Za karę musiał potem naprawić gaźnik i pompę wody. Czy w ogóle byłby w stanie wystartować w finale?
Jesco również zmagał się z problemami technicznymi w klasie 4 Pro Sport, Nico pojechał swoim legendarnym "FlaminGo" w klasie 200cc, a nawet odważył się pojechać 60+ KM pociskiem, który Christoph Cramer z "Kingwelle" przyprowadził na start pod wymowną nazwą "Menschenkatapult" w klasie 5 z zaworami obrotowymi. Pierwsze metry bardziej przypominały rodeo, ale potem Nico miał samochód pod kontrolą. Przy okazji André pojechał ze swoim zawodnikiem drugi najlepszy czas w tych niekorzystnych warunkach.
Akurat w czasie biegów finałowych pogoda zakręciła kurek z wodą. Po wyschnięciu asfaltu przyszedł czas na decyzje: Jesco tego dnia musiał zadowolić się 4 miejscem w klasie otwartej. Problemy ze sprzęgłem. Nico zajął nawet trzecie miejsce w klasie 200cc swoim ptakiem, reliktem z dawnej klasy 177cc, a z "katapultą" zajął drugie miejsce w rotacyjnych sliderach. André był wicemistrzem w obu swoich klasach i musiał uznać porażkę tylko jednego człowieka: Austriaka Phillipe Mittelbergera. Dzięki pozornie magicznym mocom udało mu się ponownie uruchomić swoją wyścigówkę i pokazać tylne koło zawodnikom. Gratulujemy mu wszystkich zwycięstw i "Best of All". Dojrzałe przedstawienie.
Czas na zabawę z Udo Jürgensem

Po wypiciu szampana i wręczeniu trofeów ruszyliśmy w kierunku schroniska Eschenbühlhütte. Podczas gdy słońce znikało krwistoczerwone za horyzontem, ludzie jedli, pili, rozmawiali i tańczyli. O odpowiednią oprawę dźwiękową zadbali DJ Phil Webster, DJ Bumera i DJ Maksymilian. A kiedy około północy zabrzmiał hymn Stockach "Tausend Jahre sind ein Tag" (Tysiąc lat to jeden dzień) autorstwa Udo Jürgensa, niejeden wytrzymały zawodnik musiał uronić łzę.
Nico z utęsknieniem patrzy w przeszłość: "Co za wspaniały wyścig! Ale szczególne podziękowania kieruję do Helge Wiese z DBM, który zawsze walczył o ten dzień. Nigdy nie dał się odciągnąć od swojego celu. A jako moderator również fachowo i z miłością przeprowadził nas przez ten dzień. Bez Helge, Stockach nie miałoby miejsca".
André chciałby to powtórzyć: "Wracasz do domu zainspirowany tym weekendem. To było niezapomniane i nawet najdłuższa podróż jest tego warta co roku. W moich oczach to najpiękniejsze spotkanie skuterowe w Niemczech."
"To po prostu niesamowite spotkać kolarzy z całej republiki" - podsumowuje Nico - "bo to nie tylko zawodnicy, to przyjaciele. Są to osoby, które są Ci bliskie i z którymi chciałbyś spędzać czas."
